Dostawa dowcipów 1
Skoki spadochronowe w jednostce wojskowej. Porucznik mowi do szeregowego Fafary:
- Szeregowy Fafara to jest spadochron. Kiedy wyskoczycie z samolotu to pociagnijcie za ta linke, wtedy otworzy sie spadochron. Jesli spadochron sie nie otworzy to pociagnijcie za druga linke. Jesli to nie podziala to pociagnijcie za trzeci linke. A jesli to nie podziala to macie w kieszeni instrukcje obslugi.
Faafara wyskoczyl z samolotu i chce otworzyc spadochron. Pociaga za pierwsza linke i nic, pociaga za druga linke i nic, pociaga za trzecia linke i nic. Wyjmuje instrukcje obslugi i czyta:
- Ojcze nasz ktorys jest w niebie...
Turysci prosza bace:
- Baco, pokazcie nam Giewont!
- Ano panocki, widzita ta pirso gorka?
- Ano widzimy...
- To jesce nie je Giewont... Widzicie natomiast ta druga gorka?
- No widzimy...
-To tys nie je Giewont, a ta tsecio gorka, widzicie ja?
- Nie, nie widzimy...
- A to wlasnie je Giewont!
An arab at the airport:
- Name?
- Abdul al-Rhazib.
- Sex?
- Three to five times a week.
- No, no… I mean male or female?
- Male, female, sometimes camel.
- Holy cow!
- Cow, sheep, animals in general.
- But isn’t that hostile?
- Horse style, doggy style, any style!
- Oh dear!
- No, no! Deer runs too fast.
Blondynka wraz z mezem podziwia obrazy wiszace w mieszkaniu przyjaciela. Rozmawiaja o malarstwie.
- Czy zna pani moze Tycjana? - pyta gospodarz domu.
- Oczywiscie! Nawet wczoraj przejezdzajac przez Krakowskie Przedmiescie spotkalam go w autobusie nr 17.
Zapadlo klopotliwe milczenie, ktore przerywa maz blondynki:
- Alez kochanie, przeciez 17 nie przejezdza przez Krakowskie Przedmiescie! Musialas go widziec, gdzie indziej.
Razu pewnego samochodem jechal ksiadz, a chodnikiem szla zakonnica, ktora zobaczyl. Zapytal, czy ja podwiezc, a ona sie zgodzila. Gdy wsiadla do samochodu, jej habit czesc nogi odslonil, a byla to noga piekna i ponetna nadzwyczaj. Wzrok ksiedza na nodze sie zatrzymal i niewiele brakowalo, aby wypadek spowodowal. Po odzyskaniu kontroli nad pojazdem reka ksiedza opadla na noge siostry, a ona zapytala:
- Bracie, czy pamietasz psalm 129?
A on reke zabral i przepraszac poczal. Jednakowoz, gdy biegi zmienial, ponownie reka jego na nodze jej spoczela. A ona ponownie zapytala:
- Bracie, pamietasz psalm 129?
A on zawstydzil sie i ponownie przeprosil. Zatrzymali sie u bram klasztoru, a ona podazyla do srodka. On zas Pismo otworzyl i przeczytal psalm 129:
"Idz dalej przed siebie i szukaj, w gorze czeka Cie nagroda".
MORAL: Ksiadz, nie ksiadz... Pismo trzeba znac.
yl sobie Pan, ktorego od jakiegos czasu strasznie bolala glowa. Na poczatku wytrzymywal, jechal na tabletkach, ale po jakims czasie juz nie mogl. Poszedl do lekarza. Ten go zbadal, obejrzal i mowi:
- No coz, wiem jak pana wyleczyc, ale bedzie to wymagalo usuniecia jader. Ma pan bardzo rzadki przypadek naciskania jader na podstawe kregoslupa. Nacisk powoduje bol glowy. Jednym sposobem przyniesienia panu ulgi jest usuniecie jader. Co pan na to?
Pan zbladl i mysli. Jak to bedzie bez jader no i w ogole... Jednak doszedl do wniosku, ze z takim bolem glowy to nie da rady zyc i postanowil "isc pod noz".
Mija kilka dni po zabiegu, glowa juz nie boli.
Jednak czul, ze bezpowrotnie stracil cos waznego...
Postanowil sobie to, przynajmniej tymczasowo, zrekompensowac nowym ciuchem.
Wchodzi do sklepu i mowi:
- Chce nowy garnitur!
Sprzedawca zmierzyl go wzrokiem i mowi:
- Rozmiar 44?
- Tak, skad pan wiedzial?
- To moja praca...
Pan przymierzyl, pasuje idealnie!
- Moze do tego nowa koszula?
- Niech bedzie.
- Rozmiar 37?
- Tak, skad pan wiedzial?
- To moja praca...
Gosciu zalozyl koszule, lezy jak ulal.
- To moze jeszcze nowe buty?
- A niech beda nowe buty.
- Rozmiar 8,5?
- Tak, skad pan wiedzial?
- To moja praca...
Pan przymierza buty, sa idealnie dopasowane.
- No to moze nowe slipki?
Chwila wahania...
- Jasne, przeciez przydadza mi sie nowe slipki.
- Rozmiar 36?
- Ostatnio nosilem 34...
- Nie mogl pan nosic 34. Powodowalyby ucisk jader na podstawe kregoslupa i mialby pan cholerny bol glowy...
Starzec lezy na lozu smierci. Chcial zabrac ze soba do grobu swoje pieniadze. Zawolal swojego ksiedza, lekarza i prawnika:
- Tutaj kazdy z was dostanie na przechowanie po 30 tys. dolarow. Chce, zebyscie polozyli je na mojej trumnie, kiedy umre i wtedy bede mogl je zabrac ze soba.
Na pogrzebie kazdy z mezczyzn kladzie koperte na trumnie starca. Wracaja limuzyna i ksiadz nagle wyznaje ze lzami:
- Dalem tylko 20 tys., bo potrzebowalem 10 tys. na nowa swiatynie.
- Coz, skoro sie sobie zwierzamy - powiedzial lekarz - musze przyznac, ze dalem tylko 10 tys., bo potrzebowalismy nowej maszyny w szpitalu, a ta kosztowala 20 tys.
Prawnik byl przerazony.
- Wstyd mi za was! - wykrzyknal - Chce, zebyscie wiedzieli, ze w kopercie polozylem wlasnorecznie wypisany czek na pelna sume 30 tys. dolarow!
Posted in
